dodusia2
dodusia2.blog.interia.pl
Notki
rozmowa tygodnia wtorek, 11 listopad 2008, 23:29
dziś w godzinach południowych odnotowałam awarię pralki. dzownie do Mader - poprzedniej eksploatorki wymienionego urządzenia i mówię, że nie działa.
M: tzn. co?
D: no...ustawiam, włączam i nic.
M: wodę nabiera?
D:chyba w usta...
M: wiem!!odkręć tam na dole taki zawór -  tylko podłóż ścierkę bo woda pocieknie; odkręć - tylko pamiętaj w jakie pozycji wykręciłaś, bo inaczej z powrotem nie wejdzie; wiec odkręć - wymyj, zakręć i powinna działać.

zastosowałam się do zaleceń...dodałam kilka własnych rozwiązań. nic.

kilka godzin później:
D: nadal nie działa!!
M: hmmm....ale włączyłaś do prądu??
umarłam.

wniosek?
cóż...bywa ze mna różnie...znaczy się kiepsko czasem kojarzę; nie widzę czegoś czego szukam, ale w końcu znajduję; bywa, że najpierw działam potem się zastanawiam czy aby tak to miało być...
ale generalnie radzę sobie w życiu...o ile  ojciec nie przypomina mi, że jestem ciasna jak trzewik z lewej nogi...a Mader - jak wyżej...
eh...rodzina;)

między młotem a kowadłem niedziela, 09 listopad 2008, 00:36
dałam się zmanipulować.
wciągnąć do kolejnego nietypowego projektu.
i szybko stałam się jego gwoździem.
a jak tylko okrzepłam na myśl o tym fakcie, ten projekt stał się hakiem na mnie.
i tak oto stanęłam między chórem a ołtarzem, tj. między wersją organistowską a celebransową;)
przez moment w swoim zdeprawieniu podobała mi się ta pozycja, ale już przestała.
panowie z obu stron naciskają lub całkowicie rezygnują z napierania czym czynią mnie całkowicie bezbronną...
i tak się miotam.
i próbuję rozerwać.
dylemat żaby.
-  być i mądrą i piękną;)
paradoksy poniedziałek, 03 listopad 2008, 11:46

to ciekawe, że stając na grobem myśli się o życiu...

 

Doris reaktywacja!! poniedziałek, 20 październik 2008, 23:05

powracam. na wirtualne stronice. nieobecnośc moja - najpewniej przez nikogo niezauważona - wynikała w wielu okoliczności. może nieco łagodzących.

ale pragnę zakomunikować, że pewna nobliwa instytucja - wielki darczyńca i zbawiciel na polu hegemonii tepsy - ofiarował mi swe usługi. jakieś trzy dni temu przemiła pani w sposób jeszcze przemilszy poinformowała mnie, iż  JUż mogę aktywować dostęp do netu...

zapewniam, że nie ugryzłam się w język na to JUŻ - które dla wyżej wymienionego operatora - łaskawcy trwało zaledwie miesiąc i 6 dni.

iście po Polsku - dziękujemy za sprawną obsługę tego upierdliwego człekopodobnego chama zwanego czasem klientem...

z marudzieniem finito -  łącze ze światem jest.

witaj matriksie;)

 

coś jakby... nic... sobota, 26 lipiec 2008, 15:49
wakacje. rozpoczęte mocnym uderzeniem. pienińskie szczyty z kudłatą maryśką  na czele zdobyte. potem ciąg urodzinowych spotkań wielokrotnych. niezliczona ilość słów, gestów, niecnych zamysłów i takich tam wygibusów. 
a teraz...
iście królewską rozrywkę serwuje nam Jula, która jak na życzenie pokazuje karate, indianina, świniaczka, krówkę, kotka, ręce do góry, tarzana, czy jej smakuje, jak tańczy, co ma w pampersie i wiele wiele innych.
w ramach wakacyjnych lenistw sprzątam, prasuję, odkurzam, gotuję, przywożę, zawożę, gram, śpiewam i robię indianina;)
wszyscy dokądś jadą, albo właśnie wyjeżdżają, albo wracają, albo rodzą, albo się żenią, albo cośtam jeszcze innego.
jest fajnie. 
a co. 
od 1 sierpnia - idę na swoje.
a co.
a nic. włąśnie nic.
:p
czwartek, 15 maj 2008, 00:56
ostatnimi czasy zarzuciłam namiętność pisania, co nie odbyło się bez pewnych dramatycznych okolicznosci...jednakże mój "ulubiony" temat  stał sie na moment mało znaczącym w nawale innych i jakoś sobie "z nią" radzę w realu.
zresztą tak chyba wszystkiego za dużo, że nawet mój organizm odmówił posłuszenstwa. dla przykładu,  w jednek krótkiej chwili rozbolało mnie kolano i to tak zauważalnie, że kuśtyk kuśtyk był rytmem przemieszczania się przez dwa dni weekendowe. potem - ku mojemu absolutnemu zdumeniu - ból zniknął. ale tylko po to, żeby objawić sie spuchniętą kostką i rozmarem przekraczajacym możliwosci pojmowania moich najwygodniejszych butów. poratowana jakiś cudownym proszkiem przetrwała poniedziałek, ale znów jedynie po to, by w porze obiadowo-podwieczorkowej skonać na ból głowy (napisałabym, że na migrenę, ale stan majątkowy nie ten, wiec mnie po prostu łeb napierda...ła).
nie wiem jak wytrwałam sześć godzin egzaminując maturzystów z zaprzyjaźnionej szkole. grunt, że wiem ze żyję - o czym informują mnie współlokatorzy (dwie jaskółki i ferajna podobnych natrętek) o 5.10 juz drugi dzień z rzędu.
robię wszystko - macham łapkami (o 5.10. pomagajac sobie nieparlamentarnym słownictwem - tak dla otuchy); wieszam w rogach okien pocięte worki, których trzepot miałby odpędzać dzikich lokatorów. wszystko na nic. gadziny usiłuja się wprowadzić i nawet zaczynły się już  meblować (ale w ruch poszedł tłuczek - i póki co - najbardziej skuteczny).

dobrze, że jest z kim walczyć bo chyba bym się poddała...tak całościowo.
dlaczego?
bo kompletnie niezrozumiałe stały się ostatnio dla mnie poczynania osób mi bliskich.
współczuję, analizuję, rozbieram na czynniki pierwsze, na rozum, na serce, na watrobę też.
...dobrze, że chociaż z jaskółkami udaje mi się postępować metodycznie...



 

Księga gości
 
O mnie
dodusia2
31
,
Opole, Rybnik
Słówko o mnie
ścieżki, jakimi kroczę wyznacza mi rozsądek, chociaż i na manowce zdarza mi się schodzić... nie wiem czego szukam...a może tylko pozwalam się odnaleźć...
Zobacz mój profil
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Zobacz serwisy INTERIA.PL